Personalistyczne ujęcie bezinteresowności

Człowiek nie jest „po co”. (T. Gadacz).

Personalistyczne ujęcie bezinteresowności

 

Małgorzata Wałejko

 

 

Gdzie bije źródło bezinteresowności? Innymi słowy, dlaczego postawa bezinteresowności ma wartość? W moim wystąpieniu chciałabym postawić pytanie o najbardziej podstawowe uzasadnienie bezinteresownego podejścia do człowieka.

 

Okazuje się, że odpowiedź uzasadniającą – w tym fundamentalnym sensie – możemy odnaleźć w samym człowieku, w tym kim jest, i w jego godności. I to naprawdę nie jest żaden frazes, slogan, choć rzeczywiście słowo ‘godność’ jest dziś nadużywane i banalizowane. Chciałabym spróbować oczyścić je z banału, jak brylant ze śniedzi, ponieważ jestem osobiście przekonana, że właśnie godność człowieka jest przyczyną naszego dzisiejszego spotkania.

 

Czym zatem jest?…

 

Filozofia personalizmu określa godność mocą i wartością osoby, na którą składa się kilka cech.

Pierwsza jest wolność; nasza wola, która ma odniesienie do wolności. Człowiek jest zdolny zaobserwować w sobie przeżycie „jestem wolny” nawet poddany opresji ze strony innych, lub zniewalającej choroby; w wymiarze wnętrza jest w mocy owo ograniczenie przezwyciężyć.

Drugą cechą jest rozum odniesiony do wartości prawdy. Bez prawdy nasza wolność byłaby przecież chaotyczna, zdezorientowana, przypominająca monotonny i zwykle bezcelowy ruch rybek akwariowych. Prawda nadaje wolności i sens, i cel.

Trzecią z cech jest specyficzna w przypadku osoby cielesność – tutaj jest ona znakiem ducha. Ciałem okazujemy miłość i oddanie, ciałem wyrażamy najgłębsze Ja. Dotyk ciała jest dotykiem drugiego Ja.

 

Godność nabudowana jest na tych wspaniałych cechach, które wydają się nam tak oczywiste i powszednie, że zapominamy na co dzień o ich transcendentnym charakterze. Jest głęboką wartością ontyczną, czyli bytową, co oznacza, że wiąże się z samym aktem zaistnienia człowieka. To cecha metafizyczna i niezależna od świadomości, intelektu, zasług, czy pozycji społecznej. Wszyscy ludzie godność posiadają, jak i wymienione cechy, które na nią się składają[1].

 

Prof. Wojciech Chudy pisze: <<Godność osobową – taką samą w aspekcie „wielkości”, rangi oraz równie niezmienną na przestrzeni całego życia – mają zarówno święci jak i zbrodniarze. Identyczną godnością metafizyczną obdarzona jest istota jeszcze nienarodzona, człowiek niepełnosprawny umysłowo (…), słynny profesor uniwersytetu i nieprzytomny pacjent kliniki, od miesięcy podłączony do aparatury podtrzymującej jego funkcje życiowe. Tej wartości osoby nikt nie jest w stanie naruszyć (…)>>; to jej najgłębsze aksjologiczne uposażenie[2].

Nasuwa się jednak pytanie – a co z tymi osobami, u których cechy np. woli, czy rozumu, które stanowić mają o ich szczególnej godności, są nieujawnione? Umysłowa ułomność, zniewolenie chorobą, śpiączką, sytuacja zalążkowego stanu rozwojowego? Czy człowiek od miesięcy przykuty do łóżka, aparatury podtrzymującej życie jest osobą równoprawną bytowo np. z wybitnym politykiem?[3]

Odpowiedź jest prosta. Jest równoprawny bytowo i niezmiennie nacechowany godnością. Rozum i wola, choć nieaktualizowane, są w nim nadal potencjalne; zakłócona jest jedynie i zaledwie komunikacja tego człowieka i tychże cech ze światem – przez chorobę bądź wczesny etap rozwojowy[4].

 

Zatem personalizm to taki sposób myślenia o osobie, który uczy chylić czoła przed jej godnością, przed cudem, jaki stanowi człowiek sam w sobie, każdy, tylko dlatego, że zaistniał; że jest.

 

I tu znajdujemy odpowiedź na pytanie – dlaczego bezinteresowność? Pięknie sformułował ją Karol Wojtyła, filozof personalista: „Osoba jest takim dobrem, ze właściwe i pełnowartościowe odniesienie do niej stanowi tylko miłość”. Innymi słowy, „osoba jest takim dobrem, z którym nie godzi się używanie, które nie może być traktowane jako przedmiot użycia i w tej formie jako środek do celu”[5]. Można więc powiedzieć, że gdy poznajemy kim człowiek jest naprawdę, możemy go już tylko kochać – przyjmować bezinteresownie.

 

Teoria, filozofia może odsłaniać nam wiele z prawdy, jednak zupełnie inaczej przemawia „samo życie”. Dlatego chciałabym przywołać doświadczenia osobistego przeżycia tej prawdy, dla mnie niezmiernie poruszające.

 

Najpierw opowieść Prof. Tadeusza Gadacza, wybitnego polskiego filozofa. W 2001 roku prowadził polemikę z prof. Jackiem Hołówką na temat problemu eutanazji. Napisał wówczas bardzo osobisty list do prof. Hołówki, w którym pada zdanie zapożyczone przeze mnie do tytułu niniejszego wystąpienia: << Człowiek nie jest „po co”>>. Prof. Gadacz ujawnia swoje głębokie doświadczenie cudu, jakim jest sama obecność drugiego. Pisze:

 

„Pozwól, że podzielę się z Tobą własnym doświadczeniem. Był piękny wrzesień 1997. Rok po śmierci synka urodziła się nam córeczka, Cecylka, której oczekiwaliśmy z miłością i utęsknieniem. Już następnego dnia orzeczono, że jest chora na bardzo rzadką chorobę genetyczną. Podjęliśmy wszystkie możliwe kroki z nadzieją, że będzie żyć, choć ostrzegano nas, że choroba jest śmiertelna. Bardzo cierpiała, przez kilka miesięcy była znieczulana morfiną. Była zbyt słaba, żeby żyć, ale nie chciała tez umrzeć. Każdego dnia stawiałem sobie pytanie. Czy nie pomnażamy jej cierpień, podejmując rozliczne starania. Zmarła w kilka miesięcy po urodzeniu.

Nie rozumiałem wówczas sensu tragicznej sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się, nie rozumiem jej także i dzisiaj. Jednak perspektywa czasu odsłoniła mi jedną głęboką prawdę: Cecylka żyła dla nas. Mnie podarowała ojcostwo, a Kasi macierzyństwo. Zrozumiałem jak wielkim darem może być obecność bliskiej, kochanej osoby, każdy dzień i każda chwila tej obecności, każdy uścisk palca, każde dotknięcie. Dziś to doświadczenie jest siłą mojego życia”.

 

Prof. Gadacz kończy swój list do prof. Hołówki, zwolennika eutanazji, przejmującą deklaracją:

„Piszę jedynie po to, abyś wiedział, ze także dla mnie jesteś kimś bardzo ważnym. Jeśli będziesz musiał kiedyś podjąć decyzję [o eutanazji], wiedz, że w kręgu wielu Twoich bliskich, dla których Twoja obecność jest darem, jestem także ja. Może mimo wszystko będziemy mogli jeszcze porozmawiać o filozofii, a może tylko pobyć ze sobą. Wierzę, że to naprawdę ważne”[6].

 

Chciałabym przywołać jeszcze jedną wypowiedź odsłaniającą przyczynę, źródło bezinteresowności, jakim jest samo istnienie, cud obecności drugiego człowieka, obecności, dla której warto pomagać, kochać – gdy innych przesłanek brak.

 

Prof. Janet Smith z Detroit komentuje fakt eutanazji dokonanej na Terri Schiavio:

 

<<Niektórzy mówią, że osoby w stanie wegetatywnym „nic nie mogą robić”. Ale one mogą BYĆ i to proste BYCIE jest w istocie czymś; osoby w takim stanie, lub w głębokiej demencji, nie wydaja się być świadome czy zdolne nawet do chwalenia Boga. Jednak my nie wiemy co dzieje się w ich wnętrzu. Wiemy natomiast, za służą nam darem dla nas zbawiennym – mogą być obiektem naszej miłości, mogą przyjmować naszą miłość. I choć nie wiemy, jaki cud nasza miłość może czynić w nich, możemy mieć pewność, że ona dobro czyni w nas.

Przecież noworodki też „nic nie mogą robić”, a są tak kochane i pieszczone – owszem, mamy nadzieję, że urosną i odwzajemnią miłość. Ale czyż nie kochamy ich „BO SĄ”?

Kochamy kwiaty i zwierzęta, które też „nic nie mogą robić”. Podlewamy i nawozimy róże, ale nie daliśmy wody i jedzenia Terri>>[7].

 

Znajome małżeństwo dowiedziało się na początkowym etapie ciąży o poważnej chorobie swojego dziecka, która bez wątpliwości nie pozwoli na życie poza organizmem matki – podczas gdy pozwala żyć przez okres wewnątrzłonowy. Badania potwierdziły straszną prawdę i lekarze naciskali na przerwanie tej ciąży, i tak skazanej na śmierć. „PO CO je trzymać przy życiu?” dopytywali.

 

Zdecydowana odpowiedź rodziców wprawiła ich w zdumienie.

„Nie zrobimy tego. Teraz, przez 9 miesięcy mamy czas aby je kochać. Jeszcze teraz i tylko teraz”.

Dziecko odeszło w kilka godzin po porodzie.

 

 

Bezinteresowna miłość, pozbawiona zasług i przesłanek, powodowana samą tylko obecnością człowieka – człowieka, który zawsze jest niepowtarzalną tajemnicą duchowego życia – jest wedle personalizmu jedyną właściwą reakcją na człowieczeństwo drugiego.

 

Małgorzata Wałejko

 

 

P.S.  Konferencja wygłoszona podczas sympozjum pn.”Za darmo nie na darmo. Bezinteresowność, hojność, wspaniałomyślność – o rehabilitację cnót”

21 listopada 2009 roku na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie w ramach  cyklu: Szczeciński Zalew Myśli przygotowanego przez Fundację Dom Rodzinny w Łysogórkach /www.fundacja-dom-rodzinny.org.pl/.

 

[1] Zob. W. Chudy, Godność człowieka jako wartość ontyczno-wychowawcza, W: Ja-człowiek. Wzrastanie w godności, miłości i miłosierdziu, red. M. Kalinowski, Kraków-Lublin 2004, s. 77,79.

[2] Tamże, s. 79.

[3] Zob. tamże, s. 80.

[4] Zob. tamże.

[5] K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Lublin 1986, s.42.

[6] T. Gadacz, List do Jacka Hołówki, „Znak” 2001 nr 7.

[7] J. E. Smith, We feed roses, don’t we? Further thoughts on passing of Terri Schiavo, “Mosaic. A magazine for friends of Sacred Heart Major Seminary”, jesień 2005.

Brak możliwości komentowania