Jeśli nie harcerstwo to co w zamian? Aspekty wychowawcze aikido

dr inż. Krzysztof Gorący, 3 Dan Aikido

 

Jeśli nie harcerstwo to co w zamian? Aspekty wychowawcze aikido

 

Wystąpienie to nie jest w żadnym wypadku próbą zdyskredytowania harcerstwa czy też udowodnienia, że jest ono niepotrzebne. Sam byłem harcerzem i znam wielu ludzi szczerze oddanych tej idei i mocno zaangażowanych. To próba pokazania, że są inne drogi niosące podobne idee i mogące być tak samo atrakcyjne jak harcerstwo.

 

Co przyciąga ludzi do harcerstwa? W mniej lub bardziej uświadomiony sposób – idea – czyli udział w organizacji paramilitarnej, w której można służyć ojczyźnie.

To pociąga za sobą nadanie życiu celu, podążanie za autorytetem, poddanie się dyscyplinie, chęć doskonalenia się, przynależność do grupy, odkrywanie przyjaźni, poddanie się osobnym obyczajom, poczucie, że robi się coś ważnego, coś pożytecznego i dobrego, przeżycie przygody, odkrycie ducha ofiarności; pracę dla innych, poświęcenie się, kontakt z naturą, możliwość rozwoju zainteresowań (turystyka, fotografia, żeglarstwo itp.), sprawdzanie siebie przez zdobywanie sprawności itd.

To wszystko mocno oparte na tradycji.

 

Nad tym musi być jednak bardzo mocno uwypuklony cel nadrzędny, musi chodzić o coś – dlaczego słucham rozkazów? dlaczego mam się doskonalić? dlaczego uczę się nowych rzeczy? gdzie mnie prowadzi mój przełożony, mój autorytet? co jest celem?

W harcerstwie odpowiedź brzmi – dla ojczyzny, dla innych, żeby być lepszym człowiekiem.

 

Ale czy idea harcerstwa się wyczerpała? I tak i nie. Ojczyzna jest wolna, więc coraz mniejsze znaczenie ma wątek paramilitarny, z drugiej strony ludzie wciąż szukają tego co proponuje harcerstwo – autorytetów, przynależności do grupy, poczucia sensu tego co się robi, doskonalenia się, kontaktu z naturą, uczenia się natury itp.

 

Niestety na świecie skauting zanika, cel nadrzędny został rozmyty, zamglony.

Dorośli nie traktują harcerstwa poważnie, a młodzież to widzi. Traktuje się to jako tanią formę wypoczynku.

Kontakt z naturą, przygoda została zabita przez przepisy Sanepidu (czy widzieliście współczesne obozy harcerskie??) i rodziców zbytnio zatroskanych o swoje dzieci, żeby się nie zmęczyły, nie zmokły, nie były frajerami.

A przecież charaktery kształtuje się w realizacji jakichś zadań, w pokonywaniu trudności. Prawdziwe przyjaźnie nie powstają z gadania tylko ze wspólnej pracy, przeżyć, przygód. W takich właśnie sytuacjach jest miejsce na bezinteresowność, hojność, wspaniałomyślność. A harcerstwo daje coraz mniej okazji do takich przeżyć.

Z rozmów jakie przeprowadziłem z instruktorami harcerstwa przygotowując się do tego wystąpienia wynika, że obecnie wszystko zależy od osoby drużynowego, od jego autorytetu, jak on poprowadzi swoich ludzi, jakie ich zainteresowania będzie rozwijał. Staje się on więc niejako mistrzem, ale moim zdaniem słabo wspieranym przez jakąś ideę.

 

I nadto – obecnie istnieją tysiące innych możliwości spędzania czasu.

Harcerstwo musi konkurować.

 

 

Aikido

Jedną z takich możliwości spędzania czasu i pracy nad sobą są sztuki walki, a wśród nich Aikido.

Aikido jest sztuką walki wywodzącą się z Japonii. Techniki Aikido pomyślane są tak, aby nie powodować zranień przeciwnika, a jedynie uwolnić się od atakującego poruszając jego całe ciało.

Co przyciąga ludzi do sztuk walki?

Na początku na pewno umiejętności walki. Znakomita większość początkujących przyznaje, że przyszła nauczyć się walczyć. Ale również egzotyka, odmienna, ale jednak bliska naszej tradycja rycerskości, przynależność do grupy, osobne zwyczaje (w tym specyficzna etykieta), dyscyplina, podążanie za autorytetem, nadanie życiu celu, sprawdzanie siebie przez coraz trudniejsze zadania.

Ale w miarę upływy czasu ćwiczący odkrywają, że tak naprawdę nie chodzi o to żeby nauczyć się szybko przewracać ludzi. Bo właściwie jak często bywamy napadani?? Czy warto poświęcać kilka dni w tygodniu na ćwiczenie umiejętności, które nie przydadzą się właściwie nigdy?

Ćwiczący odkrywają, że tak naprawdę chodzi o doskonalenie się fizyczne, umysłowe i duchowe, że jest to droga.

Czy sobie to uświadamiamy czy nie, za każdym działaniem człowieka stoi jakaś filozofia. Filozofia twórcy Aikido, Morihei Ueshiba, została zawarta w nazwie Ai Ki Do, która właściwie składa się z trzech słów Ai – harmonia, Do – droga i Ki. Ki – jest japońskim słowem-pojęciem trudnym do przełożenia na pojęcia kultury zachodniej. Oznacza mniej więcej tyle co umysł, duch, serce, ale również coś, co nie jest do końca jasne, wyjaśnione. W sztukach walki i wschodniej medycynie Ki rozumiane jest jako subtelna forma energii życiowej wypełniającej cały wszechświat.

A więc Aikido to droga do harmonii z Ki, z wszechświatem.

Obecnie filozofia Aikido w dużym skrócie brzmi następująco – nie walcz, twórz harmonię, stwarzaj takie sytuacje, aby atak nie mógł nastąpić, fizyka życia jest inna niż fizyka materii, od mojego nastawienia do drugiego człowieka zależy co się stanie, jak on będzie reagował.

Od początku ideą Aikido było rozwiązywanie sytuacji konfliktu bez walki. Aikido nie powinno być sprowadzane tylko do samoobrony, Aikido daje możliwość nowego spojrzenia na konflikt – jest drogą tworzenia takich sytuacji, w których nie można zaatakować. Jeśli nie można zaatakować nie potrzebna jest samoobrona.

Aikido nie szuka skuteczności (jak sport), nie uczy jak szybko przewracać ludzi, ale szuka harmonii i co zadziwiające wykazuje, że harmonia jest skuteczna.

Ponieważ już odkryliśmy, że tak naprawdę fizyczna umiejętność walki rzadko jest używana przez przeciętnego człowieka, to celem okazuje się przenoszenie tej filozofii poza matę, poza miejsce ćwiczeń, do życia codziennego.

Ale wracając do bezinteresowności, hojności, wspaniałomyślności.

Zaczyna się to już na pierwszym treningu – w Aikido od samego początku ćwiczy się z partnerem. Nie ćwiczy się z kukłami, deskami itp. To znaczy, że od samego początku nie mniej ważna niż sama technika staje się relacja między ludźmi. Co więcej, partner, z którym ćwiczymy powinien zachowywać się naturalnie, nie stawiać tylko opór, nie zachowywać się jak przedmiot. Ponieważ ćwiczy się z partnerem nie można wykonywać technik jak z manekinem, każda żyjąca istota reaguje inaczej, łapie inaczej, inaczej się porusza. Nie można więc stosować wyłącznie praw mechaniki, aby wykonać technikę. Prawa mechaniki dobrze objaśniają i działają w sferze materii nieożywionej. Inne natomiast zasady rządzą w sferze życia i wszystkiego co żyje. Czas i przestrzeń, siła i masa odnoszą się tylko do materii, ale nie mają zastosowania w stosunku do umysłu.

A więc oboje ćwiczący ofiarowują coś z siebie i oboje nie mogą ćwiczyć osobno. Od samego początku (oczywiście najpierw w sposób nie do końca uświadomiony) obaj ćwiczący ofiarowują się na wielu poziomach – ofiarowują własne ciało, umiejętności, wiedzę, czas, pieniądze.

 

Stąd m.in. wynika etykieta np. ukłon przed i po ćwiczeniu, dziękujemy sobie wzajemnie za możliwość praktykowania. Na marginesie należy wspomnieć, że etykieta nigdy nie powinna być wymuszona, powinna wypływać z wnętrza człowieka, z jego potrzeby okazania szacunku i wdzięczności drugiemu, który ofiarował mi coś, co pozwoliło mi się rozwijać.

 

Ćwiczenie technik bez respektowania relacji międzyludzkich może sprawić, że ćwiczący będzie zachowywał się jak broń lub jak robot. Podświadomie przyjmuje się wówczas, że trzeba użyć technik walki jak używa się broni palnej, aby wygrać wojnę.

Jeśli używa się materii (broni) przeciwko życiu ludzkiemu wówczas materia (broń) determinuje istnienie ludzkie. To prowadzi do destrukcji humanitarności i życia ludzkiego. Sposób praktykowania Aikido zachowuje więc humanitarność jako podstawę relacji między ludźmi.

W Aikido niemożliwe jest ćwiczenie technik z materią jako partnerem. Od samego początku ćwiczy się parami i każdy natychmiast styka się z trudnościami jakie występują w relacjach międzyludzkich i uczy się jak je harmonijnie rozwiązywać.

Technik Aikido nie opracowano, aby stosować je przeciwko materii. Są one częścią relacji międzyludzkich w prawdziwym życiu.

 

Dalej pojawia się kolejna okazja do hojności, bo od pierwszego treningu obowiązuje zasada – dziel się z innymi tym, czego się nauczyłeś. Czyli uczniowie uczą się nawzajem podczas ćwiczeń technik werbalnie i przez odpowiednie reakcje swojego ciała, przy czym ta druga forma nauczania jest o wiele ważniejsza.

Ważna jest tu rola starszych uczniów, oni wiedzą więcej i umieją więcej. Ale w żadnym wypadku nie powinno to być okazją to wywyższania się. Ponieważ przeszli oni już kilka stopni nauczania wiedzą jak można pomóc początkującym i tym wiedzącym więcej, i muszą odpowiednio stopniować swoje werbalne i niewerbalne wyjaśnienia.

Każdy ćwiczący znajduje się więc permanentnie w sytuacji ucznia i nauczyciela, w zależności od tego z kim ćwiczy, z osobą mniej czy bardziej od niego doświadczoną. Jest to swoista lekcja bezinteresownej hojności, bo nie mając z tego żadnych korzyści dzieli się całą swoją wiedzą i doświadczeniem lub przyjmuje od innych darmo lekcję.

Jest to równocześnie często lekcja pokory, bo nierzadko ktoś, kto pozornie ma mniej doświadczenia potrafi nam wskazać nasze błędy, czasem nawet przez swoje nieświadome reakcje.

 

Tu pojawia się też szczególna rola nauczyciela. Dla określenia nauczyciela w Aikido i innych sztukach walki wywodzących się z Japonii używa się japońskiego słowa Sensei. To słowo jest niestety bardzo często nadużywane.

Pochodzenie tego słowa związane jest z nauką Buddyzmu Zen. Buddyzm Zen mówi, że jeśli ktoś rozumie życie czuje się jak nowonarodzony.

Sen – znaczy „przed”, Sei – znaczy „rodzić się”. A więc Sensei dosłownie oznacza osobę, która urodziła się wcześniej (przedtem). Chodzi o narodziny duchowe, a nie fizyczne. Oryginalnie słowo Sensei oznaczało kogoś, kto narodził się duchowo przed innymi. Jeśli pozostać przy oryginalnym znaczeniu, to tylko ktoś, kto rozumie życie powinien być nazywany Sensei. Wobec tego pojawiają się szczególne wymagania wobec osób nazywanych Sensei.

Tu chciałbym zacytować Chuck’a Norris’a, który moim zdaniem w swojej książce „Sekret wewnętrznej mocy” najcelniej oddał istotę zadań jakie stoją przed nauczycielem, Sensei.

„[Nauczyciel sztuk walki] naucza nie tylko słowami, lecz całą swoją osobowością i postawą – zarówno fizyczną jak i zajmowaną wobec uczniów. Wszystkim co robi ustanawia dla nich przykład.

…….. uczeń przychodzi do Dojo, żeby stać się takim jak nauczyciel, żeby osiągnąć nie tylko techniczną biegłość, lecz także przejąć pewne cechy jego postawy i charakteru – podobnie jak syn wyrasta na podobieństwo ojca.”

I w innym miejscu

„…..nauczyciel ucieleśnia wszystko co uczeń ma nadzieję osiągnąć”

 

Nauczyciel sztuk walki nie podaje wiedzy, nie przekazuje informacji i danych, przekazuje coś o wiele głębszego. Informacje i dane można oddzielić od osoby przekazującej je, od osobowości przekazującego tak, że po pewnym czasie możemy nie pamiętać, kto je nam przekazał. W sztukach walki to, czego uczy nauczyciel jest z nim nierozerwalnie związane. Mistrz jest samą sztuką i to w sposób bardzo namacalny.

Sensei przekazuje uczniom wyłącznie to, czego sam się nauczył i odwołuje się do swojego doświadczenia. Pomaga uczniom przejść drogę, którą kiedyś sam przeszedł. Dlatego czasem uczniowie dziwią się skąd nauczyciel wie, co sprawi im problemy, czego nie rozumieją, a czasem wręcz domyśla się o czym myślą. On to wie, bo sam miał takie trudności i myślał podobnie.

 

Sensei musi więc posiadać niezwykłą kombinację cech osobowościowych i talentów. Wymieńmy tu tylko pewien szczególny rodzaj inteligencji, który pozwoli mu przekazać prawdziwy cel ćwiczeń bez zniechęcania początkujących, przekazywać podejście do życia, zachęcić do doskonalenia się, całym sobą, całym swoim życiem, pokazuje, że to co mówi to prawda. Szczególnie w Aikido nie można mówić o całej otoczce filozoficznej, nie walczeniu, tworzeniu harmonii jeśli samemu nie podąża się tą drogą.

Nadto nauczyciel musi pokazywać coraz nowe koncepcje wyjaśniające techniki, jak wynikają one z filozofii sztuki oraz pokazywać nowe aspekty technik, żeby uczniowie widzieli z różnych stron to, co ćwiczą i mogli wybierać swoją drogę.

Aby to wszystko mógł przekazać nauczyciel musi mieć talent pedagogiczny, wiedzę fizjologiczną, wiedzę o sportach, wiedzę o sztukach walki itp.

Dzięki temu może osobiście udowadniać, że sztuka działa.

Jak widać Sensei z niezwykłą hojnością udziela siebie swoim uczniom. Tu niczego nie da się udawać, uczy się całym sobą przekazując całą swoją wiedzę i sztukę.

 

Jeśli uczeń trafia na takiego nauczyciela rodzi się relacja mistrz – uczeń.

W dzisiejszych czasach wydaje się być niemożliwe powstawanie takich relacji, ale one powstają. Oczywiście nie jest to takie oddanie mistrzowi jak w czasach powstawania sztuk walki na wschodzie.

Takie relacje powstają, bo ludzie ciągle jeszcze poszukują autorytetów, bo szukają osób, które potrafią jasno określać zasady i życiowe cele. Wielu młodych ludzi odczuwa potrzebę respektowania autorytetu, muszą tylko spotkać kogoś, kto autentycznie zasługuje na szacunek. Młodzi ludzie mają potrzebę odczuwania szacunku dla kogoś lub czegoś, szukają ideałów, które mogą być stałą wartością w ich życiu, których warto się trzymać.

Bardzo wyraźnie widać to kiedy prowadzi się grupy dziecięce. Nauczyciel sztuk walki jest przez dzieci tak podziwiany, że niewiele osób w tym momencie ich życia jest ważniejszych od niego. Do dziś pamiętam jak bardzo się przestraszyłem odpowiedzialności, kiedy zdałem sobie sprawę jak jestem ważny dla dzieci, które ćwiczyły w mojej grupie. Kiedy zdałem sobie sprawę, że każde moje słowo, zachowanie, pogląd będą miały konsekwencje w życiu tych dzieci.

 

Jak trafić na takiego nauczyciela, mistrza, Sensei? Myślę, że rację ma tu wschodnie przysłowie – „Jeśli uczeń jest gotów, nauczyciel się znajdzie”.

Niestety nie potrafię podać innej recepty na znalezienie swojego nauczyciela sztuk walki. Ale ponieważ nie ma mistrza bez ucznia to i mistrzowie szukają uczniów. Jest więc zawsze duża szansa na znalezienie odpowiedniego nauczyciela.

 

Ciekawa jest droga jaką ludzie stają się Sensei.

Oczywiście każdy mistrz ma swojego mistrza, każdy uczył się od kogoś, a więc osobowość nauczyciela daje podwaliny. Hojność z jaką nas obdarowywał nasz mistrz pozwala nam budować dalej na tym, co otrzymaliśmy.

Po nauce u mistrza, a często jeszcze w trakcie tej nauki, wielu zaczyna uczyć samodzielnie i zauważa dwie rzeczy; ucząc innych sam jestem przez nich obdarowywany, uczę się wiele od nich i dzięki nim doskonalę się w sztuce i jako człowiek.

Ponadto zauważa się, że jeśli chcę być prawdziwym nauczycielem sztuk walki muszę pracować nad sobą; pogłębiać swoją wiedzę i umiejętności, ale również zmieniać się jako człowiek. Podkreślam słowo „prawdziwym”, żeby odróżnić ludzi, którzy uczą sztuk walki dla pieniędzy.

Można zapytać po co podejmować trud uczenia innych? Odpowiedź jest prosta – ponieważ po osiągnięciu pewnego poziomu umiejętności u prawie każdego ucznia pojawia się pragnienie nauczania, przekazywania sztuki innym, zupełnie bezinteresownie, tylko po to, żeby dzielić się z innymi. Poza tym jak już wspomniałem ucząc innych czuje się własny wzrost, czuje się, że jest się dzięki innym ubogacanym wewnętrznie.

Jak w każdej sztuce najpierw jest praca nad sobą, nauka, doskonalenie się by w końcu dawać z siebie to do czego się doszło, dzielić się.

 

Z moich obserwacji wynika, że są dwa przełomowe momenty w praktyce; pierwszy po około trzech latach treningu, wtedy uczeń czuje, że skończył się trud poznawania podstaw, że porusza się inaczej, inaczej widzi atakującego, przestaje zastanawiać się jak go przewrócić, a zaczyna traktować go wspaniałomyślnie, jak kogoś, kto atakuje, bo zbłądził i dlatego nie ma powodu, aby zrobić mu krzywdę mimo, że mam nad nim przewagę. Takie podejście zmienia znacznie sposób poruszania się, uczeń przestaje się spieszyć z techniką, nabiera pewności co do swoich umiejętności i wie, ze zdąży wykonać odpowiedni ruch.

Drugi taki moment następuje po około siedmiu, ośmiu latach treningu, po zdaniu egzaminu na 1 Dan. To jest moment, w którym można sobie powiedzieć; już nie jestem początkującym, mogę już zacząć rozwijać „moją” sztukę. Moją sztukę ponieważ jak już wspominałem każdy człowiek jest inny, porusza się inaczej, reaguje inaczej. Wynika stąd, że każdy uprawia „swoje” Aikido, nie ma jednego standardowego sposobu wykonywania technik, każdy odkrywa techniki dla siebie. A więc każdy staje się twórcą, który bazując na wyuczonych wcześniej elementach może zacząć improwizować, tworzyć.

Z moich obserwacji wynika, że wcale nie trzeba być niezwykle uzdolnionym ruchowo, żeby dojść do takiego poziomu. Ale nie da się tego przyśpieszyć, nawet jeśli ćwiczy się systematycznie kilka razy w tygodniu i jest się uzdolnionym ruchowo to wspominane dwa etapy trwają trzy i siedem lat. To dowód na to, że Aikido nie jest drogą fizycznych ćwiczeń ciała, ale drogą zmian w stosunku do ludzi i świata.

 

Kolejną sposobnością do okazania hojności są egzaminy, szczególnie te na wysokie stopnie mistrzowskie Dan. Do takiego egzaminu potrzeba na ogół czterech atakujących (uke), którzy odpowiednio atakując pozwalają zdającemu egzamin zademonstrować techniki.

Jak już wspominałem każdy atak jest inny, więc tu nie da się niczego zamarkować, oszukać. Ponieważ techniki są trudne i wymagają najwyższego skupienia, to również atakujący muszą wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. To znaczy, że atakujący ofiarowują wszystko co potrafią, wszystkie swoje zdolności i umiejętności po to, żeby egzamin kolegi wypadł jak najlepiej.

Dlaczego się tak starają? Właściwie nie ma żadnego przepisu określającego, kto może brać udział w egzaminie jako atakujący, wszystko odbywa się na zasadzie umowy między przyjaciółmi. Atakujący bezinteresownie, nie mając nadziei na jakąkolwiek gratyfikację oddają się całkowicie do dyspozycji zdającego egzamin. Szacunek dla zdającego egzamin wymaga, żeby dać z siebie wszystko.

 

Na tym przykładzie widać też, że między ćwiczącymi tworzą się więzy przyjaźni. Najpierw na poziomie własnego Dojo, klubu, gdzie ćwiczy się wspólnie. Nie trzeba wyjaśniać, że szybko nawiązuje się więzy z ludźmi, którzy mają wspólny cel, którzy wspólnie z nami wylewają pot na macie i pomagają nam w rozwoju. Te więzy to nie tylko przyjaźń, ale i wzajemny szacunek o czym wspominałem już wcześniej.

Co więcej przy tego rodzaju wspólnej aktywności nie da się nikogo oszukać, współćwiczący natychmiast wyczuwają kogoś, kto ćwiczy nieszczerze, nie chce się męczyć i nastawiony jest na wyzyskiwanie umiejętności kolegów tylko jako atakujących, sam natomiast nie ma zamiaru pomóc innym w ćwiczeniach lub co gorsza przy ćwiczeniach chce udowodnić swoją wyższość narażając innych na kontuzje. Wokół takich ludzi natychmiast tworzy się pustka – nikt nie chce z nimi ćwiczyć, nikt nie prosi ich o wyjaśnienia. Jest to bardzo mocny i wyraźny sygnał dla takiego człowieka.

Ale w Aikido wszystko dzieje się w wolności – jeśli chcesz ćwiczyć, ćwicz. Chcesz się uczyć? Podążaj za wskazówkami nauczyciela. Jeśli nie chcesz się rozwijać nikt nie może cię do tego zmusić.

Tak też jest z sygnałem dla ćwiczącego nieszczerze, jeśli sam nie wyciąga wniosków z tego co się dzieje nie zmusza się go do tego. Jedynie, gdy zaczyna stwarzać niebezpieczeństwo dla innych ćwiczących starsi uczniowie i nauczyciel reagują natychmiast. W innym wypadku pozwala mu się podążać jego drogą mając świadomość, że wszystko co dzieje się na macie jest procesem i nigdy nie ma natychmiastowych skutków.

 

W dalszej kolejności, kiedy już zaczyna się bywać na seminariach szkoleniowych poznaje się ćwiczących z innych miast i krajów. I tu również nawiązuje się więzi i kontakty. Wszyscy zauważają, że nic tak nie łączy ludzi jak wspólne dążenia i, że Aikido jest pewną mową ciała, która pozwala po kilku wspólnych ćwiczeniach poznać ludzi, ich charakter, nawet jeśli mówią niezrozumiałym dla nas językiem.

I tak na przykład mam wielu znajomych z innych krajów, których widuję raz do roku, czasem nie pamiętam nawet ich imion, ale pamiętam ich ruch, sposób wykonywania technik itp. i to jest dla mnie wystarczająca informacja o nich.

Dzięki temu tworzy się więc pewna wspólnota, której nikt nie organizuje. Nie ma tu żadnych pisanych reguł, ani kodeksów. Każdy ma wewnętrzne wyczucie etykiety i wie co uchodzi, a co nie wypada.

Mam w swoim notesie wiele adresów i telefonów do ludzi w całej Europie, do których mogę się zwrócić w każdej chwili z prośbą o nocleg czy pomoc i wiem, że bez zbędnych pytań zrobią dla mnie wszystko, co będą mogli.

 

Kończąc to krótkie wprowadzenie do hojności w Aikido, do metody wychowawczej Aikido chciałbym podkreślić, że zawsze celem tego, co uczymy na macie jest przeniesienie tego na życie codzienne, z rzeczy małych na duże.

Jeśli uczę się szacunku dla wszystkich, nawet tych którzy mnie atakują, to również w życiu codziennym będę okazywał szacunek innym.

Jeśli uczę się w jakiejś sprawie ofiarowywać własne ciało, umiejętności, wiedzę, czas, pieniądze to zapewne i w innych dziedzinach mojego życia będzie to dla mnie łatwe.

Jeśli uczę, że Aikido nie walczy, nie wymusza, ale uczy jak prowadzić atakującego, to łatwo dojdę do wniosku, że jeśli chcę, żeby moja żona była lepsza to wymuszanie nic nie da (podobnie jak w technice z silniejszym ode mnie atakującym). Jeśli ja będę lepszym mężem to automatycznie ona będzie lepszą żoną. Gdy chcę wymuszać to znaczy, że mój egoizm przeważa.

I w końcu dochodzimy do wniosku, że trzeba prowadzić cały świat, czyli robić to, co czyni go lepszym, co przymnaża harmonii w świecie. To jest nasze zadanie. Żyć dobrze to nie znaczy robić co mi się podoba i co jest dla mnie dobre, to znaczy robić to, co jest dobre dla świata, to co tworzy harmonię.

 

Na pewnym seminarium mój Sensei pokazywał techniki masażu (bo sztuki walki zawierają też techniki pozostawania w dobrym zdrowiu) polegające na ucisku pewnych miejsc na ciele partnera. W pewnym momencie padło pytanie – jak mocno naciskać?

Wtedy Sensei odpowiedział – ani nie za mocno, ani nie za słabo, musisz wyczuć co działa dobroczynnie na partnera. A jedyną drogą, aby to wyczuć jest wykonywanie masażu z miłością.

 

Bez miłości nie można tworzyć harmonii, być hojnym, bezinteresownym, wspaniałomyślnym.

 

 

P.S.  Konferencja wygłoszona podczas sympozjum pn.”Za darmo nie na darmo. Bezinteresowność, hojność, wspaniałomyślność – o rehabilitację cnót”

21 listopada 2009 roku na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie w ramach  cyklu: Szczeciński Zalew Myśli przygotowanego przez Fundację Dom Rodzinny w Łysogórkach /www.fundacja-dom-rodzinny.org.pl/

Brak możliwości komentowania