Doniosłość dziecięcych pytań – pytanie lepsze niż odpowiedź?

III    s z c z e c i ń s k i    z a l e w    m y ś l i     www.fundacja –dom-rodzinny.org.pl

Anna Bentyn, pedagog z Gniezna

Konferencja

Doniosłość dziecięcych pytań – pytanie lepsze niż odpowiedź?

 

Podzielę się z Państwem swoim doświadczeniem dociekań filozoficznych z dziećmi w różnym wieku, począwszy od przedszkola po gimnazjum. Alo najpierw mam pytanie do Państwa: Gdybyście zadali  trud przypomnienia sobie jakiegoś pytania , które pojawiło się w Waszej głowie dziś, podczas tego zamkowego spotkania: co to by było za pytanie? /dłuższa cisza/ Wydaje mi się , że najczęściej byłoby to pytanie dotyczące udzielenia jakiejś informacji np. – Która jest godzina? O której coś się zaczyna? Myślę, że nasze dorosłe życie pełne jest takich pytań, na które łatwo udzielić odpowiedzi. W pytaniach dorosłych pojawia sie też stosunkowo często  temat uczuć np. –Jak się czujesz?. Mogą to też być pytania dotyczące naszych oczekiwań: – Co byś zjadł na obiad? Gdzie pojedziemy w niedzielę? Są to pytania na które odpowiedzi są jednoznaczne. W filozofii nie chodzi o takie pytania; filozofia nie zajmuje się pytaniami oczywistymi. Philo-sophia czyli umiłowanie mądrości, prawdy. Prawda jest czymś co my zasłaniamy. Czy dzieci szukają prawdy? – dzieci pytają o różne rzeczy. Przypomina mi się wydarzenie z życia mojej rodziny. Jesteśmy  na rodzinnym spacerze w parku; nasze dziecko widzi  panów obcinających gałęzie. – Co ci panowie robią? –pyta. Popatrzyliśmy z mężem na siebie by poszukać mądrej odpowiedzi, a w tym momencie nasze dziecko samo udzieliło sobie odpowiedzi: -Aha żeby nie było wiatru! Myśmy nie próbowali nawet prostować tej samodzielnej  odpowiedzi.

Zadać pytanie na które samemu poszuka się odpowiedzi– to jedna z ważniejszych życiowych powinności człowieka. To właśnie dlatego szkoła jest nieznośna, że jeśli dziecko odważy się  w końcu postawić jakieś osobiste, nurtujące go pytanie, to zaraz wśród dorosłych znajdzie się ktoś,  kto czuje się w obowiązku/!/ udzielić jedynie słusznej odpowiedzi. Albo też – jeżeli pytanie dziecka sprawi mu kłopot- sprytnie przeformułuje je  tak by móc w końcu udzielić na nie  jednoznacznej, pozbawionej już wątpliwości, odpowiedzi.Największym problemem w nauce filozofowania dla nas nauczycieli było wyzbycie się pokusy „ustawiania”  dziecięcych pytań w taki sposób, by istniała na nie zawsze gotowa odpowiedź. Dzieci tak nie pytają; one dorosłych zaskakują nie jednoznacznością swoich pytań. O co pytają dzieci? Pamiętam pytanie mojego kilkuletniego syna: – A kiedy jest teraz? To przecież rasowe, filozoficzne pytanie, które rodzi masę następnych: – Gdzie się kończy przeszłość?, Gdzie po chwili jest teraz? Jak długa jest teraźniejszość?                                   Albo  inne pytanie mojego dziecka: – Kiedy będę dorosły?

Drodzy Państwo, gdzie jest ten moment kiedy dziecko jest jeszcze dzieckiem, a kiedy staje się już człowiekiem dorosłym? Czy każdy dorosły jest naprawdę dorosłym? Jednym z elementów naesej pracy z dziećmi jest zachęcanie dzieci do zadawania samopdzielnych pytań.Z reguły przedstawienie krótkiej historii wystarczyło by pojawiła sie spora ilość dzieciecych pytań.

A nam dorosłym jakie pytania nasuwa  lektura „Małego Księcia”? Kogo tak naprawdę spotkał Amtoine Saint-Exupery na pustyni? Można gdybać, że było to dziecko w nim samym. Spotkał swoje wewnętrzne dziecko i nazwał je Małym Księciem. Po czym rozpoznał, że to jest Mały Książę? Cały czas Mały Książę stawia pytania, a jeśli odpowiada to innym pytaniem,  co dla nas dorosłych jest mocno irytujące. To jest piękne w dziecku , że potrafi zadawać niebanalne pytania, że jemu sie jeszcze „chce”. Dorosłemu często już się nie chce zadawać pytań, bo z każdą odpowiedzią na  nie wiąże się określona reakcja otoczenia. Jeżeli dorosły zapyta dorosłego czy jest dorosły, to spotka nas z drugiej strony najczęściej śmiech. My się często wstydzimy i wstyd kryjemy śmiechem.Co sprawia , że dowcipy bardzo często  są świńskie?Są świńskie bo są śmieszne? Nie –są świńskie dlatego że związane z naszą sferą intymną, której się wstydzimy. Czy nam dorosłym tak naprawdę tak trudno znaleźć jest pytanie o rzeczy nieoczywiste? Czy naprawdę jest nam tak trudno wejść w tę dziecięcość pytań, w to dziecko w nas?Nie do końca. Jeżeli pomyślimy sobie, że tak naprawdę stan dziecięctwa to coś więcej niż przeżywanie dnia obecnego. Zastanówmy się nad tym co dotyczy naszej przyszłości? Jezeli próbujemy nazwać naszą egzystencję „tu i teraz”, to jaka ona jest? Co możemy o niej powiedzieć? Co nas ciekawi?

W dobrze postawionym pytaniu jest obecny ten zmysł ciekawości. Mówimy, że dziecięce pytania są dociekliwe, że dzieci w ogóle są dociekliwe. Okres w życiu dziecka 4-6 lat to doświadczanie  przez jego rodziców zaskakujących pytań. Dziecko nauczyło sie już formułować pytania i zaczyna nimi „bombardować” otoczenie. Jest taka anegdota o pewnym norweskim rodzicu, który odpowiedział na największą ilość dziecięcych pytań. Zatrzymało go 368. pytanie dziecka: „Tato dlaczego gryziesz tytoń?”. To pokazuje jak ogromne  pokłady pytań mają w sobie dzieci. Dziecko około piątego roku swojego życia zadaje mnóstwo pytań i okres ten zanika. To jest okres o którym się mówi, że to czas największego rozwoju człowieka. Nigdy już potem nie rozwijamy się tak intensywnie jak w tym momencie, kiedy zadajemy takie mnóstwo pytań. Opowiada się o Rudolfie Steinerze, że miał taki zwyczaj iż przed salą wykładową zatrzymywał się wśród oczekujących na jego wykład studentów. Wchodził z nimi w rozmowę, aż nagle padało ze strony studentów pytanie: A gdzie jest nasz prowadzący? Najczęściej bywa tak, że jeśli wykładowca wejdzie w takie nie zobowiązujące rozmowy, to zaraz pragnie przywołać studentów „do porządku”.  Steiner pytał studentów już podczas wykładu: Czego chcielibyście  się dowiedzieć na moim  wykładzie? Studenci zażenowaniem odpowiadali mu: Ma pan przecież jakiś temat, notatki! Na co Steiner ripostował: Jeżeli to ja będę zadawał pytania i udzielał na nie odpowiedzi, to ja będę się uczył nie wy!

Myślę, że to jest tak , iż nasz rozwój się odbywa kiedy samodzielnie zadajemy pytania i sami szukamy na nie odpowiedzi. Bardzo często unikamy odpowiadania na trudne dla nas do uniesienia pytania. Kiedy jestem szczęśliwa/-y/? Co takiego musi się zdarzyć abym była szczęśliwa/-y/? Co takiego musi wydarzyć się w moim życiu abym poczuł/-a/się spełnionym/-a/? Czy jestem człowiekiem, który potrafi kochać, dać coś innym? Co takiego mam do zaoferowania ? Czy jest ze mnie jakiś pożytek w świecie? To są trudne pytania. Niby proste trzy słowa, a za nimi „hektary” wiedzy. Ludzie napisali całe książki szukając na nie odpowiedzi.Kiedy myślimy sobie o tym szukaniu, dociekaniu, o tej ciekawości dziecięcej warto też zastanowić się nad tym czy dzieci szukają prawdy? Czy filozofia jest szukaniem prawdy?Okazuje się , że niekoniecznie. Człowiek znalazł sobie dużo zasłon dla Prawdy. Jedną z nich jest Racja! Ja mam rację , ty masz rację , każdy z nas ma swoją rację. A gdzie tu prawda? Czy istnieje jedynie słuszna prawda? Zobaczcie Państwo, że jedną z zasłon dla prawdy jest …sprawiedliwość. Czy sprawiedliwość jest prawdą? Samo słowo zawiera w sobie człon: prawie, prawie-sprawiedliwość, sprawiedliwość nie do końca.Co stoi za sprawiedliwością? Oficer śledczy, który robi dochodzenie i szuka prawdy – co znajduje? Znajduje jedynie racje.Dwóch się pobiło ale każdy z nich miał swoje powody, racje. Każdy potrafi te racje uzasadnić . Jak uznać która prawda/racja/ jest lepsza? Która ważniejsza? Zobaczcie Państwo jak trudno jest dotrzeć do prawdy.Trudno jest zrozumieć nam prawdę, skoro sam Bóg mówi: ja jestem Prawdą. A Piłat pyta: a cóż to takiego prawda? I Bóg nie odpowiada mu na to – dlaczego? Każdy z nas musi do tej odpowiedzi docierać przez całe swoje życie. Czy nasze racje, sprawiedliwość to są jedyne zasłony prawdy? Otóż nie! Czy w naszym życiu zależy nam na pewno na prawdzie? Czy my na pewno szukamy prawdy?

Można całe życie przeżyć nie słysząc o Bogu, nie słysząc o prawdzie. Nie zastanawiamy się nad tym. Wstaję rano , robię określone czynności związane z higieną, idę do pracy, tam pracuję, wracam, jem obiad. Moje życie przecieka mi przez palce. Cóż mi zostaje z układanego w taki sposób życia?Po trzydziestu latach pracy człowiek mówi: ”Wiesz ja skończyłem się rozwijać około 15-18.roku życia, potem była już tylko praca, a teraz na emeryturze nie mam co robić. Moje życie skończyło się.Po co mam jeszcze żyć?”. Spotkałam człowieka, który dopiero około  60.tki zaczął zastanawiać się nad swoim życiem. Potrafił dokładnie określić kiedy to się zaczęło-była to data wypadku w którym utracił obydwie nogi. Nurtowało go pytanie: po co? Po co takie życie bez pracy, rodziny, bez nóg? To nie miało dla niego sensu. Wyrzucał Bogu: „Nie mogłeś mnie od razu zabić, to byłoby logiczniejsze niż odbieranie mi obydwu nóg?”. Życie stworzyło mu okazję do zadawania  pytań, których przez długie lata sobie nie zadawał.Co jest warte moję życie, kiedy tak niewiele mogę zrobić?

Myślę, że to dziecko  skrywane w nas, istnieje przez całe nasze dorosłe życie i zawsze możemy do niego powrócić.To dziecko które nie boi się trudnych pytań, które potrafi podejść do każdego  i  o wszystko zagadać. /na sali w  czasie m.in.tej konferencji „kursowała” Ewcia, osoba niepełnosprawna intelektualnie, podchodząca do uczestników, szczerze podająca im rękę, zagadująca ich – d.a./ My dorośli krępujemy się, zastanawiamy się czy podejść, zagadać? -przecież nie znamy tego człowieka. O co mam się zapytać, jak mam zagadać, żeby nie wypadło głupio? Może powiedzieć jakiś komplement? Co to jest ta powinność? Po co się powinno coś? Ta masa pytań, która przewala się w naszej głowie i  żadne z nich z niej nie wychodzi.Wywołują konsternację , pusty śmiech, który nas zawstydza, bo kiedyś zamknęliśmy to nasze dziecko w sobie, powiedzieliśmy mu: „Wiesz stary z tobą jest fajnie się pobawić ale jest Życie.” Ja z tą masą pytań muszę sobie w końcu poradzić, odnaleźć szacunek do samego siebie, w oczach innych ludzi.To dziecko jest we mnie. A szacunek dla mnie jako dziecka, człowieka gdzie jest? Jeżeli go szukam w ludzkich oczach czy go znajdę?Jeżeli szukam go w oczach Boga znajdę na pewno. Jeżeli szukam go w swoich własnych oczach, gdzieś w sobie – czy tym chciałam/-em/ być, kim teraz jestem? Podobno najlepiej pracujący ludzie to ci , którzy są tym kim chcieli być, gdy mieli 12  lat. Kim chcieliśmy być jako dwunastolatkowie? Czy zrealizowaliśmy swoje pomysły na życie? Jakie pytania stawia nam nasze wewnętrzne dziecko?

Ten Mały Książę, który jest w każdym z nas – szacunku dla jakich pytań się domaga? Myślę, że ta nasza dociekliwość, która się tu zaczęła może sprawić , że zupełnie inaczej mogliśmy wykonać nasze rysunki /nawiązanie do konkursu rysunkowego „Co widzisz?” towarzyszącego zamkowemu spotkaniu, a  polegającego na zadaniu plastycznego dopełnienia treścią z własnej wyobrażni, prostego motywu podanego na kartce a`la Mały Książę/. Moglibyśmy je posunąć kawałek dalej. Ale ciekawe też jest do czego doszliśmy. Ciekawe też jest tak naprawdę, w co idziemy, kiedy mamy okazję poszaleć naszą wyobraźnią, odkryć nasze dziecko?Pójdźmy więc i popatrzmy!

 

Anna Bentyn

 

Anna Bentyn, Gniezno

pedagog , trener Fundacji Edukacja dla Demokracji,
doradca metodyczny pedagogów i wychowawców świetlic, pracuje
w Gimnazjum nr 2 w Gnieźnie, matka trojga dzieci

Brak możliwości komentowania